histeryczka

histeryczka

2014/09/11

Opowieści z Piotrkowskiej

Blond niewiasta siedząca przy stoliku obok sączyła parujące jeszcze cappucino. Ten sam wymuszony uśmiech, tak podobny do setek innych noszonych zgrabnie przez resztę tych wszystkich blond niewiast. Powoli zatopiła zęby w czerstwym herbatniku. Zwieńczają nim chyba każdą filiżankę tej czarno-mlecznej brei. 
Wiatr niechlujnie zaskarbił kilka kosmyków z jej skrzętnie splecionego warkocza. Jej kompan, pokaźnych rozmiarów gość z lekko wyłysiałą potylicą, dopalał nerwowo kolejnego papierosa. Mówili coś szybko. Mówili coś po niemiecku. Espresso - kawa prawdziwego twardziela. Prawdziwego- tego z definicji barczystego buraka. Wstali. Odeszli. Tak jak 123456 podobnych im. Każdy wstaje, odchodzi, przemierza narzuconą sobie ścieżkę, zatacza się by w końcu się zatrzymać. 
Zabawne, każdy jest czemuś przeznaczony, i ja i ty, nawet ta pani karmiąca zasrane gołębie, dziobiące chodnik przy tej twardej, metalowej ławce. Nawet ten starszy pan, który sączy, oparty o rozklekotaną ścianę tej starej kamienicy, piwo. 2,35 tyle zapłacił za dwa momenty wolności. Zapłacił, a może wyżulił po pięć groszy od bandy pseudohipsterów, pieszczących czule swoje deski i longi. Ciekawe skąd mieli na nie hajs. Bogaci tatusiowie, czy stare zgrzyty-sponsorki? Wybierz sobie co wolisz. 
Dopaliłam kolejnego l&ma. To już uzależnienie czy jeszcze chwilka. Sama już się w tym pogubiłam. 14.30, a ja bez śniadania, na trzech kawach i paru promykach słońca. A teraz adiós! 
cdn.