histeryczka

histeryczka

2016/06/26

Koniec histeryczki.





Lepszego świata nie będzie. Słowa wypisane kamieniem na betonowym murze. Ideały upadły tamtej listopadowej nocy, gdy jeszcze żadne z nas nie wiedziało czym jest walka o przetrwanie. Byliśmy tak mali, tak przerażająco płytcy w naszym niedomówionym surrealizmie. Rozmazana konfitura wiśniowa na białej koszulce stanowiła swoistego rodzaju symbol krwi przelanej za hasła, które wyczytaliśmy lata później w podręcznikach od historii. Nic nas to nie obchodziło, słowo „bunt” przdefiniowane i zniekształcone na nasz obojętny sposób patrzenia wykrzykiwaliśmy na korytarzach placówek, które w gruncie rzecz zniszczyły zalążek naszego systemu wartości.
Palce, te nasze małe, chyboczące paluszki, które wtykaliśmy w czerwień gnijących truskawek i oczy, tak oczy w których iskierki niewinności zabijały strach. To jedyne co było nam dane w chwili przyjścia na świat. No może oprócz czystego sumienia, które jednomyślnie zapaskudziliśmy chęcią dorastania.


Histeryczka umarła nocy ubiegłej, gdy ostatnie krople czerwonego wina stanęły jej w gardle. Potrzebuje czasu, bo czas to jedyne co tak naprawdę liczy się w tym popieprzonym systemie. Potrzebuje chwili na przewartościowanie drogi, którą ma iść, na przemyślenie tego co lub kogo chce zobaczyć w lustrze za lat dziesięć. Jest zmęczona dbaniem o relacje jednostronne i wykrzykiwaniem haseł, które mają znaczenie jedynie dla jej szarych komórek myślowych, styrana tym jak okrutnie fałszywy jest świat wypaczonej dojrzałości. Spotka się z ludźmi dla niej ważnymi, przybiję piątkę, wzniesie toast za wspomnienia, które przed nią.

Histeryczka dziś dzień mówi do widzenia, choć może do zobaczenia byłoby lepszym pożegnaniem.