histeryczka

histeryczka

2016/06/22

22.06

Słońce powinno zachodzić pięć minut po północy.


Szlag! No dawaj. Powiedz mi jeszcze raz, że wszystko zależy tylko ode mnie, no hej, panicz swojego losu w kuźni samowyzwolenia? Powiedz to jeszcze raz, a poczujesz moją samodzielność w swoim gardle! No cwaniaku, rzedną Ci powieki, gdy przekalkulujesz znaczenie swoich niemych moralizmów?

Nazywam się A. ale wszyscy i tak mówią na mnie gówniarz. W sumie, w sumie to nawet mi to nie przeszkadza. Zachowanie pozorów naiwności wpływa na ilość zapomnianych wykroczeń. Ot to cała moja wyklepana matematyka. Delta ujemna w zbiorze liczb nierzeczywistych. Pół osi nadrzędnych w powinowactwie dorosłości. Coroczna czerwień mieniąca się na skrawku celulozy. Jakby szóstka z edukacji dla bezpieczeństwa zrobiła ze mnie mężnego obywatela. Jakby cokolwiek znaczyły wszystkie względy i pochwały. Kolejny rok przebiegł przez palce, a ja? Ja wciąż nazywam się gówniarz, tylko chyba ktoś o tym zapomniał. Wszystkie lata, których nie pamiętam i których nie doświadczyłem, wylały się z kieszeni moich ubiegłych matek i nieobecnych ojców, wszystkie błędy i nieprzespane noce nagle nabrały jakiegoś jakby mitycznego sensu – znaczenia jeszcze dla mnie niepoznanego. Nazywam się gówniarz, ale wszyscy mówią na mnie A. I może nawet by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie to, że A . nasiąkło jakimś śmierdzącym symbolizmem otoczenia starszych. Nagle A. ma osiemnaście lat i nadal czuje się gówniarzem, ale ktoś odgórnie postanowił, że wyszarpie mu dzieciństwo wpisane w książeczkę zdrowia. Wyszarpie dzieciństwo zastąpi bliżej nieokreśloną wolnością, stanem zdefiniowanym w słowniku prauwięzionych jako powinność brania odpowiedzialności za swoje czyny i nieprzychylności.



A gówniarzem pozostanie tylko incognito po omacku będzie wpychał swoje wykroczenia w dziurkę od klucza.