histeryczka

histeryczka

2014/09/29

27.09.2014

Spojrzała po raz kolejny. Spojrzała, tym swoim notorycznym, zamglonym wzrokiem, na jeszcze parującą filiżankę z kawą. Była sama, choć akompaniowało jej kilkanaście bezimiennych twarzy. Odpaliła kolejnego papierosa. Zaciągnęła się powolutku. Pozwoliła by dym z wolna rozbudzał jej zmysły. 
Kofeina, nikotyna- to już chyba ostatnie jej miłości. Przynajmniej tak jej się wydawało. Ostatnie. A przynajmniej jedyne, które nie siały większego spustoszenia w jej umyśle. 
Ile to już czasu? Miesiąc, dwa? Nie mogła się jakoś przyzwyczaić do tej dziwnej, przegryzającej jej ciało pustki. Był oczywistością. Swoistą nutą codzienności. Był. Właśnie poprawność czasu przeszłego wciąż była dla niej czymś nieuchwytnym. Więc czemu odszedł? Zmienił stan skupienia, pozostawiając jedynie lepką masę wspomnień i zdarzeń. Chyba dlatego, że oprócz tych kilku lat dzieliły ich również snute po nocach marzenia. Te głupkowate wyobrażenia o przyszłości i domu z ogródkiem. Różnili się. Różnili, co nie znaczy, że nie mogli przez ułamek chwili dołączyć do korowodu przesłodzonych uśmiechów i czułych szeptów. Różnili się. Nie znaczy to jednak, że nie kochała go całym swoim układem krwionośnym, każdą nadszarpniętą żyłą, wszystkimi przekrwionymi tętnicami. Kochała. Może już nigdy nie poczuje tego ciepła, a może to jedynie początek.
Zostawiła na stoliku kilka monet. Odeszła. Odeszła, a na jej twarzy gościł ten nieodłączny smutny uśmiech, a w oczach pioruny bawiły się w berka.