histeryczka

histeryczka

2015/01/31

31.01.

Zwolnij. Przecież wiesz jak lubię dawkować powietrze. Powoli, tak żeby mogło dotrzeć do najdalszych koniuszków moich myśli. Zaciągam się, chłodny dym wkrada mi się do płuc, sieje spustoszenie w armii narządów wewnętrznych. Potrzebujemy czasu. Przestrzeni na błędy i niedociągnięcia. Czasu na bycie niedoskonałym, burzenie romantycznej konwencji wszechświata. Jakoś nigdy nie było nam po drodze co nie ? Nawet teraz, kiedy dzieli nas 150 km westchnień. Nawet wtedy, gdy ścieram łzami maskarę z rzęs. Poczucie własnej wartości nie pozwala nam na zdrowe funkcjonowanie w społeczeństwie, a szpetne serca, pod presją internetowych miłości, chowają się w burdelu uczuć.
Kiedyś ubzdurałam sobie, że kocham pochmurność twoich oczu, wiatr hulający między różowymi komórkami twojego umysłu, mroźny dotyk palców na mojej szorstkiej twarzy. I choć wizja ówczesnej anomalii psychosomatycznej jest dziś tylko przykrym zdarzeniem, tym zaliczanym do „ katastrof śródmyślowych” to z utęsknieniem spoglądam na ruiny, które pozostawiłeś w mojej głowie. Nie chcę podnosić ideałów, które zmieszałeś z błotem, bo podobno na nasz kształt naszej osobowości składa się ciemność miejsc, zapach spotkanych osób i świst pociągów na peronie. Więc owszem, każdego dnia tracę jakąś część swojej dziecięcej niewinności, ale dym nikotynowy wynagradza mi zgubiony uśmiech.