histeryczka

histeryczka

2015/01/04

Nie przejdziemy do historii, nie uratujemy wyjca.

2015 nadszedł z przytupem, skrobał zimnem w toporne szyby okien, zanim ktokolwiek z egzystujących jeszcze osobników pogodził się z jego obecnością. Witałam go z pewną dozą nieufności, tą zarezerwowaną tylko dla nowych doznań i dla wódki grejfrutowej. Przyszła godzina 0.00 nic się nie zmieniło, blizny starych błędów nie zniknęły jak hokuspokus za dotknięciem czarodziejskiej pałki z drewna. Niedobór czystego sumienia i planów na nowy porządek rzeczywistości. Zero postanowień, bo wszystkie moje niedoskonałości są jedynie częścią mnie, a hipotetyczne próby ich zdławienia, to jedynie podjęcie walki z samym sobą.
Godzina 0.00, a na palcach zapach mandarynek, a na rzęsach wspomnienie minionych 365 dni. Niespełna 9000 godzin rutynowych uśmiechów i strachu w oczach przechodniów. To nie był dobry rok, ale nie mogę go za to winić, zapewne nie chciał taki dla mnie być, ale cóż życie to podobno synteza podejmowanych przez nas decyzji, a ja oprócz pieprzyka nad prawą brwią odziedziczyłam jeszcze słabość do przechodzenia tylko na czerwonym świetle. 2014 był w swojej nieprzyzwoitości rokiem przełomowym. Definiującym to czego chce i to wszystko na czym mi ( jako niewiele znaczącemu przedstawicielowi homosapiensów) zależy. Pełen nowych ludzi (którym zawdzięczam zaniechanie co bardziej śmielszych prób autodestrukcyjnych), zapachów poranków ze świeżo parzoną kawą, oraz poupychanych skrzypnięć starych fotelów autobusowych. Żegnam go bez udawanego żalu, bo wolałabym nigdy go nie przeżyć, ale jednak jako jeden ze szczęśliwców objętych wszędobylskim systemem nauczania wiem, że po 2013 przychodzi 2014, po 2014 2015 i najprawdopodobniej przed 2016 również nie uda mi się uciec.
Więc tak, abstrahując od wszelkich liczb i pierwiastków mamy nowy rok, a moje sceptycznopoetyckie oko nie ogarnia unoszącej się w okół woni podniecenia. No, ale  pewnie w tym roku schudniesz 125 kg, zarobisz pierwszy milion i znajdziesz rycerza na białym ośle. Przecież to NOWY ROK, a Ty jesteś panem swojego losu. Cóż szkoda tylko, że masz tą świadomość jedynie od 31.12 do 02.01.