histeryczka

histeryczka

2015/10/11

Znajomości między-kilometrowe.

Nie gub wzorku w moich myślach. Po ścięgnie do mózgu mówisz, tak? Nie babrz się we wnętrznościach leków niewinnych Mon Amour, przecież recytowałam to już dwie noce temu, wiesz, to o tym, że  moi lokalni znajomi dzielą się na dwie wąskie grupy, dwa systemy ideowologiczne, dzielą się hermetycznie, wzniośle w swoim upadku, dzielą się na byłych-obecnych kościaków i na pseudopatriotów - anachronicznych narodowców. Dzielą. Dzieląc mnożą ideały swoich bytów w imię przetrwania gatunku popkulturalnowyuzdanego. Ojcowie moich leków tej nocy walą czwartą czystą gdzieś w zaułku podświadomości. Białymi rękawiczkami zacierają resztki moralności dziewczyńskiej. Okej wróćmy do Nas. Więc tak się kiwam, bujam między dwoma ciasno-rozlazłymi ekosystemami. No tak no i między Tobą. Nie umiem Cię wlepić do żadnego ze środowisk, zdefiniować  Twojego jestestwa względem mojego ciała. Nie rozłożyłam Twojej skóry na czynniki stopnia bezmyślnego. Cóż znajomi znajomymi, a Ty Tobą. Niewpasowany, antysłownikowy znajomy, ziomek, wihajster niepoznany. 
Love, I'm in love again, w uszach wibruje Matronomy, a pod swetrem drapią trunki wysokodawkowane. Love letters, Pieprzenie. Znamy ten słowotok z wyrwów naszych żył, z rozstrojów układu krwionośnego. Love letters trelemorele, ale cóż innego robić niż tylko obnosić się ze swoją obojętnością? Wpadł mi chyba jakiś kamyk do buta, albo to tylko Ty uwierasz mnie po opuszek małego paznokcia u stopy. Wzniesiesz zaraz krzyki, że się marzę, Nie będę Cię powstrzymywać. Krzycz. Wydrzyj płucom swoim oddech. Przecież każdy i tak ma to w kieszeni, ten mój sentyment względem Ciebie.