histeryczka

histeryczka

2016/03/13

13.03

10 minut zanim zwłoki ostatniej gwiazdy wykrwawią się na następne 720 promili wieczności. 10 minut nim ułamek mojego ciała (a raczej tylko głowa i uda w iloczynie z chrostą na czole)  zgaśnie na następną serię bezdesznych mrugnięć jesiennego wiatru. Szlag. Czas zabija poczucie głuchego buntu. Poddaństwo ponad wolnością. Sflaczałe zasady, od trzech wieków, szukając schronienia rwą, pod taflą Księżyca, chwasty swego wyuzdania.  
Podskórne pragnienie lewego łokcia pod prawym żebrem, przemawia coraz głośniej. Obsesja czy arogancja?  Czas na  pytania po przerwie na życie. 348 sekund przyspieszonych oddechów. Stop. Obrót o 180 myśli, lewe kolano wciśnięte w potulny egoizm Twojego pieprzyka na szyi. 25 sekund. Cisza. 3 2 1 awaria, błąd systemu.
Umarłam, a wraz ze mną rozkruszyła się resztka wspomnień z lat niewieścich. Pokaż mi zapach kompotu wiśniowego, który tak chowasz w zmarszczkach swoich paznokci. Proszę.
Nie krzycz już tyle mon Amour, kto Ci uwierzy, że w tym wszystkim chodzi jedynie o dorosłość? Pieprzenie. Znów złożysz, u mych dłoni, ofiarę z resztek 6 przykazań postmatczynych. Mdłe mamrotanie z rodzaju "w nocy o północy i w przed dzień ósmej kolonii zuchowej" zalewa Ci usta. Odpuść.
Raz jeszcze wydudnij ostatnią pięciolinię chopinowskiego b-molla. Na resztkach mojego obojczyka rozegraj swój najulubieńszsy danse macabre, ten  z zaczerniałymi powiekami i uszami na przekór.
Ile razy grałeś go wczorajszego wieczora?
Raz dwa raz dwa trzy.
Policz ile światów upadło pomiędzy twoim a moim oddechem? Pięć tysięcy żyć na barkach nieświadomości pokazało jak niewiele powietrza pomieszczą moje płuca.
Umarłam dwie i pół wieczności temu, a Ty wciąż nie wytarłeś czerwonego od rakiet Zefira nosa.