histeryczka

histeryczka

2016/05/15

15.05

Słońce powinno wstawać pięć minut po północy. Kiedy końce naszych powiek, sztywno suną doliną Issy, gdy przydymione palce wystukują danse macabre na strzelistych kościach obojczyka. Słońce powinno wstawać w chwilę, gdy ostatnie złudzenia dnia wczorajszego przechodzą w zapomnienie, a byłe uśmiechy wykrzywiają się w grymasie walki o wieczność. Słońce powinno ogrzać nas swoimi ostrymi promieniami nim chybcikiem, po omacku wsławiliśmy most z naszych gałek ocznych wyrwanych dwa i pół zerknięcia temu. Urwisko nienaganne, z wyrzutami wmurowanymi w podstawę.
Pamiętasz tą zimną listopadową noc gdy nasze dłonie złączyły się w naiwnym uścisku walki o dominację? tą listopadową noc, gdy usta otumanione 2 zielonymi gramami młodości , przepompowywały oddech z gardła do płuc, z serca do skroni? Pamiętasz swoją dłoń na moim brzuchu, gdy szukając słów próbowałeś przeprosić, chociaż nie znałeś powodu? Dobre były z nas dzieciaki, prawda? Gdy tak staliśmy pomiędzy moim i twoim skrawkiem nienawiści do otoczenia, gdy przekrzykiwaliśmy się w częstotliwości haseł wzniosłych i wyniosłych, gdy wyrzucałeś z siebie to, czego wcale nie miałeś za skórą. Pomyliliśmy się. Definicja źle dobrana, kontekst niezaliczony. Szóste przykazanie utopiłeś dwie minuty temu w kałuży wina pod stołem kuchennym. Pani Mama wielkie „B”  byłaby wzgardziła nieporadnością twoich palców. Ślepniem. 
Chlip nad upadkiem naszej przeszłej niepewności,nad tymi wydłubanymi oczodołami i zdeptanymi sadzonkami w ogródku u babci, chlip nad listopadem i zakatarzonym nosem. Nie warto było budzić się o świcie.